Inspiracje podróżnicze | Paryż

Od dziecka marzyłam o podróżach. Z czasem, gdy stawałam się coraz większa, wiedziałam, że wyjazdy są kosztowne. Na jakiś czas porzuciłam swoje pragnienia. Kiedy zarobiliśmy z mężem nasze pierwsze poważne pieniądze, zapragnęliśmy podbić świat (a w zasadzie zadowoliliśmy się Europą i to w dodatku taką najbardziej znaną i oczywistą). Paryż i uczucia jakie nam towarzyszyły, pozostaną w pamięci na zawsze. Maksymalnie cięliśmy koszty. Zadowalaliśmy się jedzeniem zabranym na zapas z domu, spaniem w samochodzie i kąpielami na stacjach benzynowych i okazało się, że było super! Nigdy chyba nie musiałam mieć pięciogwiazdkowych hoteli. Ważne było dla mnie to, co mogę zobaczyć i przeżyć. Całe szczęście, mój mąż podzielał to zdanie 🙂

Nie taki piękny jak go malują?

Pierwszego dnia zaplanowaliśmy sobie kilka pobocznych atrakcji. Nasz harmonogram przewidywał w Paryżu trzy dni, z czego pierwszy, ze względu na niedzielę był dniem, w którym część atrakcji jest zamknięta. Tak więc chodziliśmy po mniej znanych miejscach i dzielnicach Francuskiej stolicy. I byłam tym dniem głęboko zawiedziona! I to jest ten cały Paryż, o którym piszą piosenki? O co tyle hałasu? Miasto jak miasto, gdzie ten urok, gdzie klimat? Zwyczajnie dopadł mnie syndrom paryski, na który cierpi wielu turystów.

Podczas pierwszego dnia zwiedziliśmy: Galerię Lafayette, przy której przechodziliśmy kilka razy i jej nie widzieliśmy, Kościół La Madeleine i pokrążyliśmy trochę po uliczkach. To, z czym się spotkaliśmy, trochę nas podłamało. Niby ładnie, jakby parysko, ale to jednak nie to. Na każdym kroku mieszanka kulturowa, wszędzie śmieci, bezdomni, chaos i kompletny brak organizacji ruchu, małe biegające dzieci, na siłę chcące umyć szyby, a gdy stanowczo protestujesz, próbujące urwać wycieraczkę i lusterko… No słabo to wyglądało. Dzień kończyliśmy trochę zawiedzeni.

Paris, Paris…

Drugi dzień zapowiadał się bardzo ambitnie. Mieliśmy do przejścia wiele kilometrów. Z nowymi pokładami energii i nadzieją, że kolejny dzień przyniesie mniej rozczarowań, ruszyliśmy na podbój Paryża. Widzieliśmy wiele atrakcji: Łuk Triumfalny, ulicę Champs Elysees, Petit Palace, Notre Dame, Ogród Luksemburski, Dome des Invalides czyli Kościół Inwalidów, Galerię Vivienne, Place de la Concorde, Jardin des Tuileries (to piękny ogród, w którym spędziliśmy zdecydowanie za mało czasu!), Panteon, Wieżę Eiffla i Sainte-Chapelle.

Kilka spostrzeżeń: ulica Champs Elysees jest podobno najpiękniejszą ulicą świata, co było dla nas mocnym naciągnięciem. Widzieliśmy piękniejsze, nawet w naszej kochanej Polsce. Do Galerii Vivienne było trudno trafić, nawet z dokładną mapą, ale zdecydowanie warto. Jest to długi deptak w którym kiedyś mieściły się sklepy krawców, szewców, winiarnie, kawiarnie, księgarnie itp. Teraz jest zabytkiem historycznym. Warto uwzględnić ją w swoich planach, jeżeli planuje się pobyt w Paryżu. O kaplicy Sainte-Chapelle mówiła nam pani Barczak na zastępstwie w zamian za jakąś lekcję, jeszcze kiedy chodziłam do Liceum. Pamiętam, że powiedziała wtedy, abyśmy będąc w stolicy, koniecznie tam weszli. Obiecała nam wtedy, że czeka nas cudowny spektakl kolorów i światła i dokładnie to było we wnętrzu tej niesamowitej zamkowej kaplicy, którą zbudował Ludwik IX Święty. Miała w niej spocząć jedna z najcenniejszych relikwii – korona cierniowa, jednak nigdy tam nie trafiła. Paleta barw: fioletów, różu i niebieskości cieszyła oczy i wprawiała w zachwyt. Must see jeżeli chodzi o Paryż.

Drugi dzień był bardzo intensywny, ale też przekonał nas, że Paryż nie jest taki zły. Jest wręcz przepiękny! Z biegiem czasu żałuję tylko, że utraciłam część zdjęć w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Chciałabym też wiedzieć o fotografii wtedy tyle, co wiem teraz.

Gdy Mona Lisa uśmiechnie się do Ciebie

Trzeci dzień był niemal całkowicie poświęcony jednemu z największych muzeów na świecie. Mieszczące się w dawnym pałacu królewskim eksponaty, zmuszają nasze nogi do kilometrowych, wielogodzinnych wędrówek. I wcale nie przesadzam. Jeden dzień to za mało. Śmiało stwierdzam, że nie nudzilibyśmy się tam przez kolejne dwa dni. Czas jednak gonił. Na mapce którą dostaliśmy, zaznaczyliśmy najbardziej interesujące nas tematy. Wiele miejsc widzieliśmy przelotnie. Nie mogliśmy też nie odwiedzić Mona Lisy. Dzikie tłumy, ścisk, Azjaci biegający z ogromnymi lufami aparatów i gorączka. Ale widzieliśmy ją. Nie wiem, czy się do nas uśmiechała, czy jednak nie. Była tam. Tylko mniejsza, niż ją sobie wyobrażałam.

Luwr zwiedzaliśmy do zamknięcia. Mimo dającego się już we znaki zmęczenia, zdecydowaliśmy się jeszcze na rejs po Sekwanie (ledwo utrzymywaliśmy oczy otwarte, ale widok miasta z perspektywy wody, jest przepiękny) i na krótki spacer po najsłynniejszej dzielnicy czerwonych latarni, czyli Pigalle, wraz z Moulin Rouge.

Obalając mity – w Paryżu nie tylko po francusku

Spotkałam się niejednokrotnie ze stwierdzeniem, że Francuzi chcą tylko rozmawiać w swoim ojczystym języku. Podobno wychodzą z założenia, że jak jesteś u nas, to mów jak my. Cóż, muszę się z tym nie zgodzić. Podczas naszego krótkiego pobytu w Paryżu, nie spotkaliśmy się nigdy z sytuacją, gdy ktoś nam robił problem, że nie mówimy jak lokalsi. W Luwrze, przy okazaniu się dowodami (mieszkańcy

UE do 25 roku życia do większości dużych atrakcji turystycznych wchodzą za darmo) Pani powitała nas łamanym, ale jakże miłym „dzień dobry”. W innych miejscach nie było problemu z dogadaniem się po angielsku. Podczas czekania w kolejce do wejścia na Notre Dame, Pan roznosił ulotki o tej katedrze, pytał o język i ku naszemu zdziwieniu, dostaliśmy informacje po polsku, podobnie jak mapka w Luwrze. Może mieliśmy szczęście, a może mit o nieprzychylności Francuzów jest mocno na wyrost.

Gdy pozostało w Tobie dziecko – Disneyland!

Nie mogliśmy sobie odmówić tego parku rozrywki! Przez cały dzień bawiliśmy się jak dzieci, biegając od atrakcji do atrakcji. Wchodziliśmy z pierwszymi turystami, wychodziliśmy z ostatnimi, a i tak wielu szaleństw nie zdołaliśmy zaliczyć. Ogromna szkoda, ale czas gonił, a budżet nie pozwalał na jeszcze jeden dzień. Mimo wysokiej ceny biletu, warto było poczuć się jak w bajce.

A jakie są Twoje ulubione miejsca w Paryżu i innych miastach Europy? Co znajduje się na liście miejsc do zobaczenia? 

Jedna myśl na temat “Inspiracje podróżnicze | Paryż

Dodaj komentarz